Pranajama

(Rytm życiowy.)

W swej „Ezoteryce” pisze Bławatska: „Pranajama oznacza dosłownie „śmierć oddechu”, a przytłumiania go zakazują zgodnie nasi Mistrzowie. Nauka o „pięciu oddechach” ma dwa znaczenia i dwa zastosowania. Tantri-kowie biorą ją dosłownie, ale radżajogini stosują ją do oddechu myślo­wego, czyli do oddechu woli, jako wyłącznie wiodącego do zdolności najwyższych jasnowidztwa, do działalności oka trzeciego i do uzyskania władz tajemnych. Hathajogini używają pięciu tatw niższych, a radżajogini zaczynają od stosowania trzech wyższych wyłącznie ku rozwojowi umysłu i woli, a pozostałych dopiero wtedy, gdy trzy tamte opanują w zupełności.” Ustęp ten posłuży ci do zrozumienia powodów, dla których nie znajdziesz w tej książce żadnych wskazówek oddechowych do przyśpieszania dojrze­wania padm w twych ciałach niewidzialnych. Dostępne ci będą dopiero wówczas, gdy ćwiczeniami w dharanie, dhjanie i samadhi zdołasz w te ciała wprowadzić rytm psychiczny, czyli „oddech woli”. Tu podam ci tylko proste wskazówki do gimnastyki oddechu, nie będące niczem tajemnem, ani nie powodujące żadnych następstw w twych padmach. Wskazówki te same znajdziesz w różnych pracach oryginalnych i plagjatach o indyjskich syste­mach oddechowych, ale tak pomieszane ze szkodliwemi lub błędnemi, że wybrać z nich odpowiednie nie jest rzeczą łatwą.

Słusznie mówią Indowie, że my w Europie nie umiemy oddychać. Wpra­wiamy w ruch tylko część płuc, i dlatego musimy oddychać niepotrzebnie szybko, aby płucom dostarczyć tlenu w ilości dostatecznej. Kobiety u nas oddychają przeważnie górną częścią płuc, mężczyźni zaś średnią lub dolną. Spróbuj, leżąc prosto, lub stojąc, wciągnąć w płuca jak najwięcej powie­trza. Wdychaj dopóty, aż wzniosą ci się w górę łopatki i żebra górne. Spo-strzeżesz wówczas, o ile więcej powietrza wetchniesz w płuca, niż to zdo­łałeś dotychczas. Takich kilka wdechów i wydechów głębokich a powolnych wystarczy ci na dzień jako gimnastyka płuc. Zbyt często jej nie powtarzaj, aby się na rozedmę płuc nie narazić. Po wysiłkach fizycznych, po znużeniu lub wyczerpaniu, takich kilka wdechów głębokich przywróci ci odrazu siły i rzeźkość, ale musisz wykonać je z całym spokojem i skupieniem. Gdy zmarzniesz, takich samych kilka oddechów przywróci twemu ciału ciepło odżywcze. Działanie jest tu czysto fizyczne, i żadnych innych następstw nie oczekuj.

Drugie ćwiczenie, które ci podam, możesz uprawiać dopiero po sumien­nej uprawie jamy, oddziaływa już bowiem na jedną z padm ciała eterycz nego. Przed oczyszczeniem starannem tego ciała z nałogów i uprzedzer ćwiczenie to byłoby przedwczesne, a nawet szkodliwe, i to zarówno dla ciebie jak dla otoczenia, mógłbyś w nie bowiem zaszczepić twe nałogi. Uprawiać to ćwiczenie oddechowe powinieneś również tylko w nastroju zupełnie spokojnym i pod warunkiem, że jesteś całkiem zdrów fizycznie. Ułóż się na wznak wygodnie, bacząc na to, aby głowa, kark i stos kręgowy tworzyły linję prostą. Głowa musi leżeć poziomo, nie pochylona wprzód, odrzuć zatem poduszki zbyt wysokie. Ręce skrzyżuj na piersiach, prawą dłoń na lewej, stopy zetknij krawędziami i w tej pozycji wetchnij powie­trza do płuc ile tylko zdołasz. Gdy już nietylko płuca, ale i brzuch powie­trzem wypełnisz, nie wydychaj go, lecz usiłuj mięśniami brzusznemi wydąć powietrze z brzucha do płuc, chociaż już są pełne. Zobaczysz, że ci się to powiedzie, aż rozszerzą się żebra i łopatki. Gdy zwolnisz z napięcia prze­ponę i mięśnie brzucha, powietrze z płuc przemieści się zpowrotem do brzucha i dopiero wtedy je wytchnij. Na początek wystarczy ci jeden taki wdech i wydech. Po pewnej wprawie dojdziesz do tego, aby bez wydychania przemieścić kilka razy powietrze z brzucha do płuc i zpowrotem. Więcej jak pięć razy je przemieszczać nie próbuj, bo mogłoby ci zaszkodzić.*) Podobnież nie uprawiaj tego więcej, jak raz dziennie, to znaczy jeden wdech, przemieszczanie i wydech,-Poza działaniem na padmę etryczną, które zau­ważysz dopiero na szczeblu dalszym ścieżki, przyniesie ci to ćwiczenie w gimnastyce mięśniowo oddechowej podwyższenie sprawności jelit i wzmo­żone poczucie zdrowia i żywotności. Rzecz prosta, że nietylko przy takich ćwiczeniach, ale i wogóle podczas oddychania przez dzień cały przyzwy­czaić się musisz do tego, aby stale oddychać nosem, nigdy zaś ustami.

Jak widzisz, ćwiczenia powyższe nie mają nic wspólnego z jakiemkolwiek przytłumianiem oddechu; owszem, uczą cię oddychać dopiero „pełną piersią”. Jest to tem potrzebniejsze, że na szczeblach dalszych, uprawiając dharanę lub dhjanę, zauważysz, jak bezwiednie maleje rozmiar oddechów podczas napięcia uwagi w medytacji. Jest tu to samo, co zdarza ci się i teraz, gdy śledzisz jakieś zdarzenie z takiem natężeniem uwagi, że ci aż „dech w piersiach zapiera”. Dlatego też to obniżenie oddechów wyrównać musisz następnie wskazanemi ci właśnie ćwiczeniami w oddychaniu głębokiem.

Czemś zupełnie rożnem od wątpliwej wartości ćwiczeń oddechowych, jakie dobierają autorzy europejscy bezkrytycznie z ksiąg indyjskich, otóż czemś zupełnie odrębnem jest urytmicznienie oddechu. Rytm zastępuje we wielu wypadkach wysiłek, jak to wiesz zapewne z mechaniki. Kropla ciągle spadająca wydrąża kamień po czasie. Oddział wojska, maszerujący przez most krokami rytmicznymi, mógłby nimi ten most tak rozkołysać, że przer­wałby jego przęsła; dlatego to wojsko miesza krok, gdy przez most prze­chodzi. Rytm, a więc powtarzanie czegoś w stałych odstępach czasu, to potęga ogromna, w naszych czasach materjalistycznych niedoceniana. Za­rzucamy rytm nawet w rzeczach tak nieodzownych dla zdrowia, jak jedzenie lub spanie; jadamy nie o stałych porach, lecz wtedy, kiedy mamy czas lub

*) Zaniechaj tych ćwiczeń natychmiast na kilka miesięcy, gdybyś zauważył choćby lekki ból w piersiach lub w przeponie.

ochotę, sypiamy również nieregularnie, i dlatego „karłowacieje nasze poko­lenie”, jak to z niepokojem stwierdzają hygieniści. O rytmie w mowie, w muzyce, w budowlach, nawet już nie myślimy we wieku dwudziestym; poematy nowoczesne mają rytm równie niedołężny jak nowsze utwory muzyczne, i uważamy to nawet za zaletę.

Dla ciebie jednak rytm, i to rytm jak najwybitniejszy, powinien istnieć we wszystkiem: w oddechu, w chodzeniu, w mowie, w czynnościach, w jedze­niu, spaniu, nawet w uczuciach i w myślach. Przyglądnij się przyrodzie, jak w niej wszystko odbywa się rytmicznie, z jak regularną kolejnością. Dzień następuje po nocy, wiosna po zimie, więdnięcie roślin po rozkwicie, a wszystko ma swe stałe pory, w których się odbywa; nic nie dzieje się jedno przez drugie, nic zbyt pośpiesznie, nic z opóźnieniem. Taka rytmicz­ność powinna się stać przyzwyczajeniem twojem życiowem we wszystkiem; powinieneś do niej tak nawyknąć, aby stała się poprostu nałogiem twego ciała eterycznego. Idąc, zachowuj stale krok równy i rytmiczny, ale nie ciężki, ani wielki. Podczas chodu pamiętaj również o oddychaniu rytmicz-nem i dostosuj je do kroków; np. jeden wdech na każde trzy kroki i wydech na trzy następne. Pory posiłków obierz w stałych odstępach, oczywiście nie za małych, i w stałych godzinach. Pamiętaj, że na strawienie pokarmów zużywa żołądek 2 – 4 godzin czasu; nie jadaj zatem nigdy częściej, jak co trzy godziny; lepiej nawet rzadziej. Sen musi się także odbywać w odstę­pach rytmicznych i o porach regularnych. Wystarczy ci zupełnie poświęcić na sen trzecią część doby; sypiać ponad 10 godzin byłoby zbytecznem, a mniej niż 6 godzin szkodziłoby ci na zdrowiu i siłach. Odzwyczaj się od jedzenia w łóżku, zaraz po obudzeniu, bo żołądek śpi dłużej, niż narządy zewnętrzne. Przed jedzeniem użyj ruchu, choćby tylko tyle, ile go zużyjesz na umycie się i ubranie. Rytmiczność zachowaj również – o ile możesz – w zajęciach; zaczynaj je codzień o tych samych godzinach, i o stałych godzinach przychodź do innych zajęć, przeplatając zajęcia umysłowe fizycz-nemi, trudniejsze lżejszemi i t. d. Rodzaj zajęć staraj się także dostosować do rytmu pór dnia w przyrodzie i do pór roku nawet. Godziny poranne odpowiednie są do pracy trzeźwej, materjalnej, choćby nie fizycznej, lecz umysłowej, np. w obliczeniach, w obmyślaniu logicznem i t. p.; wieczorne natomiast sprzyjają pracy twórczej, a więc zajęciom artystycznym, studjom sztuki, wszystkiemu, co zależy od polotu fantazji i uczucia. Podobnież mie­siące letnie odpowiadają lepiej pracy zewnętrznej, studjom przyrody, obser­wacjom, a zimowe pracy syntetycznej i twórczej. Do odczuwania tych róż­nic subtelnych twem ciałem eterycznem dojdziesz jednak dopiero na szcze­blach wyższych. Wszystko to oczywiście obowiązuje cię tylko w miarę możności; jeżeli żadne zmiany warunków dotychczasowych nie są w twej mocy, bądź pewien niezłomnie, że i w tych warunkach, jakie masz, znaj­dziesz sposobności pod dostatkiem do uprawiania zarówno pranajamy, jak i wszelkich innych ćwiczeń, potrzebnych ci na ścieżce.

Stopniem dalszym w pranajamie, do którego jednak dojdziesz dopiero powoli, będzie uzgodnienie twego rytmu oddechowego z rytmem tętna krwi w sercu. Dojdziesz do tego, że na każdy wdech i wydech przypadnie pewna ściśle określona i stale ta sama liczba uderzeń pulsu. Dojdziesz do tego nie na podstawie jakichś ćwiczeń szczególnych, lecz niejako sam z siebie, gdy już do tego stopnia ciała swe opanujesz i uspokoisz, że będą ze sobą w doskonałej harmonji wewnętrznej. A że zbliżasz się do tej har-monji, poznasz po czemś, co dziś uważałbyś może za wręcz niemożebne. Oto spostrzeżesz, że twój puls, twe uderzenia serca, są zależne od twej woli, że zdołasz je samochcąc przyśpieszać lub zwalniać. Z anatomji wiesz zapewne, że ciało fizyczne posiada mięśnie dwojakie, gładkie i prążkowane. Jedne służą do ruchów świadomych, drugie do ruchów niezależnych od woli, np. do ruchów żołądka i jelit. Otóż serce jest jedynym organem, opatrzonym w mięśnie prążkowane, mimo że ruchy jego nie są od woli świadomej zawisłe. Ale one będą kiedyś zawisłe w przyszłości, a ty, jako uczeń tajemny, wyprzedzasz rozwój ogólny, więc wykształcasz w sobie tę zdolność władania ruchami serca. Nie wynika z tego oczywiście, jakoby niemożebnem było uzyskać tę zdolność na innej drodze, np. hathajoga, lub mieć ją wrodzoną. Także inne zdolności wyższe – chciaż nie wszystkie -rozwinąć można ćwiczeniami mechanicznemi, ale to nie jest droga właści­wa. Ty tę zdolność władania sercem, władania krążeniem krwi w ciele, uzy­skasz jako wytwór uboczny, o który nie starasz się wcale. Uzyskasz go na pewnym szczeblu ścieżki, podobnie jak uzyskasz zdolność jasnowidzenia, wysuwania ciała eterycznego i t.p. Tu wskazałem ci tylko związek tej zdol­ności z urytmicznieniem oddechu. Na szczeblu, na którym do tego dojdziesz, poziom twój będzie już tak wysoki, że ani ci przez myśl nie przemknie chętka popisania się przed kimś drugim tą zdolnością; będziesz ją miał dla siebie, jako sprawdzian twego poziomu.

Na stopniu odpowiednim spostrzeżesz ponadto, jaką wartość ma przer­wa między wdechem a wydechem, przeznaczona na zatrzymanie w płucach powietrza, i jaki jest jej związek z przerwą między wydechem a wdechem następnym, gdy płuca są opróżnione z powietrza. Będzie to jednak dopiero na tym stopniu, do którego dojdziesz po oczyszczeniu się tak dokładnem, aby już wykluczona była możebność, że owładną tobą jakiekolwiek uczucia niskie. Wówczas musi już być naprawdę niemożebnością, aby cię np. gniew „ściskał za gardło”, aby serce „zamierało” ci z trwogi, lub abyś się musiał rumienić ze wstydu. A wiesz z doświadczenia własnego, jak dalece wybuchy takich uczuć wpływają na oddech i na tętno serca, jak opanowują nawet twe ciało fizyczne.

Oto spostrzegasz już wyraźniej różnicę między pranajamą jogi nowo­czesnej, a ćwiczeniami mechanicznemi w pranajamie hathajogi. Odpowied­nio różne też będą i wyniki. To co jest dla hathajogi celem pranajamy, a więc rozniecenie ognia kundalini i poprowadzenie go po padmach ete­rycznych aż do „otworu Brahmy”, to samo ty uzyskasz bez żadnych wysił­ków w tym kierunku. Przypadnie ci w udziale samo, bo padmy twe doj­rzeją do rozkwitnięcia pełnego. Jest tu podobnie, jak pobudzanie roślin do wzrostu różnymi środkami sztucznymi i gwałtownymi; doprowadzić je można wprawdzie nawet do rozkwitu, ale chorobliwego, przedwczesnego. Twoje padmy natomiast rozkwitną ci w sposób naturalny, jak rośliny pod działaniem ożywczem słońca i powietrza. Wykształcisz w sobie zdolności do rozwijania tych padm świadomie, i zdolności te zachowasz w twej jaźni wyższej na wszystkie twe wcielenia następne. Będzie to zatem twój dorobek trwały, nie ginący po śmierci, lecz zdatny do przeniesienia w twe ciała nowe, jakie w inkarnacjach dalszych otrzymasz.

źródło: fragment z rozdziału – Pranajama – (Rytm życiowy) autor  J.A. S. “Droga w światy nadzmyslowe” 1936 wydanie II