Jasnosłyszenie u muzyków

Prawie wszyscy genialni kompozytorowie, którzy opromienili sztukę muzyczną, jak Bach, Beethoven, Mozart, oświadczali, że dochodziły do nich melodje znacznie piękniejsze od wszystkich ziemskich. Byli oni więc medjami słyszącemi. Mówią zresztą sami o tem.

Oto kilka przykładów: Znajdujemy u Goethego (Listy do dziecka) następujące szczegóły o Beethovenie:
Beethoven, opowiadając o źródle natchnień do swych arcydzieł, mówił do Bettina: „Jestem zmuszony poddawać się falom melodyj, płynących z ogniska natchnienia. Starano się podążać za niemi, chwytano je namiętnie, ale wymykają mi się i nikną wobec mnóstwa otaczających mnie przeszkód. .Wkrótce jednak znów chwytano z zapałem natchnienie, zachwycony mnożę jego modulacje i w ostatniej chwili tryumfuję przy pierwszej myśli muzycznej; oto symfonja gotowa…

Powinienem żyć sam z sobą. Wiem, że Bóg i aniołowie są bliżej mnie w mojej sztuce, niż inni. Komunikuję się z nimi i nie doznaję stąd żadnej trwogi. Muzyka jest jedynem wejściem duchowem do wyższych sfer inteligencji.

Kończąc tworzenie swych najsłodszych melodyj, wykrzykiwał: „Byłem w ekstazie”. Mozart ze swej strony tak opowiada o tajemnicach natchnienia muzycznego w liście do przyjaciela *1) „Mówisz, że pragnąłbyś wiedzieć, w jaki sposób komponuję i jakiej trzymam się metody. Nie mogę ci nic więcej powiedzieć nad to, co następuje, bo sam nic nie wiem i nie umiem sobie wytłumaczyć.

„Kiedy jestem w dobrem .usposobieniu i sam na przechadzce, napływają mi obficie myśli muzyczne. Nie wiem, skąd te myśli przychodzą i jak dostają się do mnie; wola moja nie bierze wtem żadnego udziału…” U schyłku życia, kiedy już zawisł nad nim cień śmierci, w chwili ciszy i pogody ducha, przywołał on jednego z przyjaciół, który był z nim w pokoju:

– Słuchaj – rzekł mu
– słyszę muzykę.
– Ja nie słyszę nic
– odrzekł przyjaciel.

Ale Mozart oczarowany nie przestaje wsłuchiwać się w melodje niebiańskie i  blade jego oblicze promienieje, potem przytacza świadectwo św. Jana: „I słyszałem muzykę niebios.” Wówczas to skomponował swoje Requiem. Kiedy je ukończył, przywołał córkę Emelję i rzekł:
– Chodź moje dziecię, dopełniłem już zadania, moje Requiem ukończone. Córka zaśpiewała kilka strof, a zatrzymawszy się na melancholicznych i głębokich nutach utworu, obejrzała się na ojca, by otrzymać jego uśmiech pochwalny, ale znalazła już tylko uśmiech ciszy i odpocznienia wiekuistego. Mozart odszedł z tego świata.

Godziło się, aby znakomite to medjum, które całe życie wsłuchiwało się w melodyjne głosy przestrzeni, skonało w ostatniej harmonji, oddało duszę w nadludzkiej skardze, o akcentach niewypowiedzianych, do której zdolni są jedynie wielcy natchnieni, gdy wejdą na progi światów chwalebnych.

Massenet z powodu poematu symfonicznego, wykonanego w Leeds w 1898 r., pisał te słowa, powtórzone przez „Light” z Londynu, 1898 r.: „Jest coś „niezbadanego w tej kompozycji i pragnę, żeby ci, co pierwszy raz ją posłyszą, nie wytworzyli sobie o niej błędnego mniemania. Chcę opowiedzieć historję jej powstania. Niedawno podróżowałem po Simplon, przybywszy do małego hotelu pośród gór, postanowiłem spędzić tu kilka dni w doskonałej ciszy. Zamieszkałem więc dla odpoczynku, ale pierwszego ranka, kiedy siedziałem sam w tej uroczej ciszy górskiej, dosłyszałem głos. Co śpiewał on? Nie wiem zupełnie. W każdym razie ten głos duchowy, obcy, rozbrzmiewał w moich uszach i zostałem pochłonięty przez marzenie, zrodzone z głosu i samotności górskiej.” Massenet, jak Mozart, otrzymywał zatem natchnienia z zewnątrz, niezależnie od woli własnej. Można powiedzieć, że komunikowanie się nieba z ziemią uwidocznia się pod tysiącznemi postaciami w tworach myśli i genjusza, aby zatryumfowało piękno i urzeczywistnił się ideał boski.

Oto jest prawda odwieczna. Dotąd słabo ją pojmowano. Ale już czyni się światło i wkrótce ludzkość posunie się z większą ufnością po żyznej drodze. Związek żywych z „umarłemi”, z Duchami światła i prawdy, stanie się bardziej świadomy, bardziej skuteczny, a dzieło ludzkie zyska na sile i wielkości.

*1) List ten jest ogłoszony w „życiu Mozarta”. przez Holmes’a w Londynie 1895 r.

źródło: „Hejnał” rok 1931, zeszyt 7