Okultystyczne uzdrowienia

Algund, 17. Januar 1912.
Szanowny Panie Weitzer!

Wreszcie minęła noworoczna gorączka z jej licznych korespondencji, i mam przyjemność odpowiedzieć na Pana cenny list z 10 ds. Co wiem o „usuwaniu chorób” i eksteryzacji ciała astralnego lub jego składników, chętnie się podzielę i nie mam zastrzeżeń, aby dodać kilka przypadków ze swojego doświadczenia; ponieważ od ponad czterdziestu lat zrezygnowałem z praktyki lekarskiej i najwyżej pojawiam się okazjonalnie jako amator, trudno będzie komuś uwierzyć, że chciałbym się promować.

Ponad czterdzieści lat temu wpadłem na pomysł, że skoro fizyczne ciało jest zbudowane na „modelu” ciała eterycznego (lub „astralnego”), to każda zmiana w ciele fizycznym musi być poprzedzona odpowiednią zmianą w „ciele astralnym”. Pomyślałem, że na przykład w przypadku obecności guza musi najpierw istnieć niewidoczne astralne obrzmienie, które następnie prowadzi do widocznego guza na ciele fizycznym. Jeśli udałoby się usunąć ten astralny guz, widoczny guz nie pojawiłby się, lub gdyby już był obecny, zniknąłby w krótkim czasie.

Sukces potwierdził słuszność mojej teorii. Bardzo często, gdy spotykałem jakiegoś znajomego cierpiącego na ból zęba i zamierzającego pójść do dentysty z opuchniętą twarzą, chwytałem niewidoczny guz, tak jak sobie go wyobrażałem, moimi (astralnymi) palcami i powoli i ostrożnie wyciągałem, mówiąc, żeby „korzeń się nie złamał”, po czym ból zęba natychmiast ustawał, a guz powoli znikał. W ten sposób wiele służących, którzy spotkałem na ulicy, oraz wiele innych osób, zostało wyleczonych z bólu zęba, reumatyzmu stawów i innych dolegliwości. Wiara nie miała tutaj znaczenia, ponieważ zwykle mówiłem pacjentom, że tylko dla zabawy chcę spróbować, że nie muszą w to wierzyć i że sam nie spodziewam się zbyt wiele.

Teraz wydaje mi się jednak, że należy tutaj zrobić pewne uwagi. Nikt nie może sam sobie stworzyć prawdziwej wiary, nawet jeśli postanowi lub wyobrazi sobie, że w coś wierzy. Prawdziwa wiara nie polega na pozornej intelektualnej zgody, ale jest siłą duszy, intuicją. Jeśli powie się myślącej osobie, że musi w coś uwierzyć, czego nie zna, może ona być może wyrazi na to zgodę; ale wewnętrznie rośnie w niej jeszcze większy sprzeciw i podejrzenie, co prowadzi do oporu ciała astralnego.

Jeśli jednak powie się pacjentowi: „Nie musi Pan w to wierzyć”, to czuje się on wolny od tego obciążenia, jest bierny i nie stawia oporu z własnej woli. Nawiasem mówiąc, wydaje się, że nie jest nawet konieczne, aby pacjent wierzył w sprawę lub wiedział cokolwiek o procesie, jak może to potwierdzić następujące zdarzenie.

Podróżowałem z księżniczką M… R… otwartym wozem do Arco. Droga jest wąska i po obu stronach obsadzona drzewami. Gałąź drzewa zaplątała się w latarnię wozu i uderzyła w twarz damy, zostawiając czerwoną, krwawiącą zadraśnię o długości od ośmiu do dziesięciu centymetrów. Bez słowa przejechałem ręką po ranie, a w ciągu kilku sekund zadraśnia i ból zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Dodaję jeszcze kilka przypadków jako przykłady. Nazwiska zainteresowanych osób mogą być przekazane prywatnie.

Kiedy mieszkałem w 1899 roku w Torbole nad Jeziorem Garda, pewnego dnia przyszedł do mnie pewien pan K… P…, Szwed. Powiedział mi, że cierpi na chorobę rdzenia kręgowego, która od pięciu lat uniemożliwia mu pochylanie się. Mieszkał w Sztokholmie, usłyszał o mnie i przybył tu, aby pozostać kilka miesięcy i poddać się mojemu leczeniu. Odpowiedziałem mu, że bardzo mi przykro, że przyjechał na darmo, ponieważ nie praktykuję medycyny. Pan K… P… był bardzo rozczarowany i poprosił mnie, abym przynajmniej go zbadał. Tak się stało, i gdy przesunąłem ręką po jego plecach, nagle wyprostował się, kilka razy pochylał się aż do ziemi i ogłosił się całkowicie wyleczonym. Zamiast pozostawać dwa miesiące w Torbole, wrócił następnego dnia do Sztokholmu, po kilku latach wyjechał do Ameryki, po kilku latach powrócił i, o ile wiem, nadal jest całkowicie zdrowy.

Innym przypadkiem jest następujący:

Mieszkałem w willi L… w R…, trzy kwadranse od T… W pewien wieczór przyszedł do mnie jeden z moich znajomych, baron B…, który mieszkał w T…, i poprosił mnie, abym poszedł z nim, aby zobaczyć jego szwagierkę, panią P…, która, jak powiedział, umierała. Lekarze mieli naradę i twierdzili, że nic już nie da się zrobić. Poszedłem z nim i zastałem damę w stanie apatii, niezdolną do rozmowy. Oddychanie było ochrypłe, wydawało się, że każdą chwilę będzie się dusić. Powiedziałem, że wydaje mi się, że mało jest nadziei na to, żebyśmy mogli pomóc; że jednak chcę spróbować „hokus-pokus”, który w każdym razie nie zaszkodzi, nawet jeśli nie pomoże. Następnie wykonałem opisany wyżej chwyt i usunąłem „astralny guz gardła”. Oddech stał się łatwiejszy. Niedługo potem wróciłem do R… Po drodze pomyślałem sobie: „Jesteś głupcem, że poszedłeś do T…; bo jeśli dama umrze tej nocy, będzie powiedziane, że byłeś ostatnim lekarzem, który ją leczył, i że zmarła pod twoim leczeniem.”

Następnego ranka czekałem godzinami na jakieś ogłoszenie o śmierci z T…. W południe nie mogłem już wytrzymać z niecierpliwością i postanowiłem sam się tam udać. Ku mojemu zdziwieniu nie było żadnej żałoby na drzwiach. Wszedłem po schodach i zapukałem do drzwi pokoju. Na głośne „Wejdź!” wszedłem do środka. Znaleźliśmy rzekomo zmarłą osobę, ubraną do pełni, stojącą przed lustrem i przymierzającą nowy kapelusz. Była zupełnie zdrowa i tego samego popołudnia przyszła pieszo do R…, żeby mi podziękować.

Wydałbym swoje pieniądze na naukę w próżność, gdybym nie wiedział, że „nauka” ma słowa takie jak „histeria” i inne na wypadek takiego zdarzenia, i każdemu pozostawiam swobodę w znalezieniu w nich pociechy. Ale następny przypadek raczej nie pasuje do tej wyjaśnienia:

W lipcu 1904 roku przyjechałem do H… i zaraz po przyjeździe dowiedziałem się, że mój przyjaciel W… leży na łożu śmierci w szpitalu. Był operowany, ale nie udało się zatrzymać krwawienia. Następnego ranka pani W. przyszła i poprosiła mnie, żebym poszedł z nią do szpitala. Kiedy tam dotarliśmy, lekarz odmówił nam dostępu do chorego, twierdząc, że pan W. nie ma już szans na uratowanie i odwiedziny tylko by go niepotrzebnie denerwowały. W końcu pielęgniarka pozwoliła nam jednak wejść. Pan W…. wyglądał jak człowiek umierający z krwawienia, a z opatrunku nadal przeciekała krew przez wacik. Zgodził się nawet na śmierć; ale ja nie zgadzałem się z tym, i po kilku ruchach nad opatrunkiem krwawienie ustąpiło. Trzy dni później pan W… wyzdrowiał na tyle, że mógł opuścić szpital, a lekarz, który go leczył, stwierdził, że nigdy nie widział takiego przypadku i że ta rekonwalescencja jest hańbą dla nauki.

Mogę jeszcze opowiedzieć kilka podobnych przypadków, w których ta okultystyczna metoda leczenia się sprawdziła. We wszystkich przypadkach zajmowałem się tylko zewnętrzną częścią objawów choroby, a sukces nigdy nie pozostał nieosiągnięty.

Może ktoś teraz zapytać, dlaczego, będąc w posiadaniu tego sekretu, nie występowałem jako „doktor cudów” i nie leczyłem wszystkich ludzi. Odpowiedź brzmi, że podjąłem się tego leczenia tylko wtedy, gdy popychał mnie do tego wewnętrzny impuls, wówczas wydawało mi się, że to moje inne, wewnętrzne (astralne) Ja jest to, które działa, a ja sam jestem tylko narzędziem. Były to w pewnym sensie ręce mojego ciała astralnego, które dotykały zewnętrznych części ciała astralnego pacjenta przy pomocy moich fizycznych rąk. Poza tym przez wiele lat sam nie wierzyłem w tego rodzaju rzeczy i zawsze byłam skłonny przypisywać takie uzdrowienia innym czynnikom lub przypadkowi, a w końcu zawsze bałem się wywiesić okultystyczne sprawy na wielkim dzwonie. Może w tym winna jest pewna próżność, która sprawia, że niechętnie wystawiamy się na pośmiewisko ze strony uczonego tłumu. Dziś jest to jednak mniejsze zagrożenie, ponieważ w wielu kręgach wiadomo, że ciało astralne ma naturę materialną i że można je w pewnych okolicznościach zobaczyć i dotknąć. Ale są też inne rzeczy, jak na przykład magiczne działanie pewnych znaków i słów, które teraz, gdy czas na to jeszcze nie nadszedł, warto zachować w ciszy.

Algund, 22 stycznia 1912 roku.
Szanowny Panie Weitzer!

Otrzymałem Pański ceniony list z wczoraj. Co do wspomnianego przez Pana przypadku we Florencji, oto on:

W roku 1906 byłam zaprzyjaźniona z młodą damą, Anitą C…, córką włoskiego generała, w Florencji. Miała gruźlicę i już odwiedziła kilka sanatoriów bez powodzenia. Kiedyś, po dłuższej nieobecności we Florencji, wróciłem tam i usłyszałem, że jest na skraju śmierci i że zabrano ją na posiadłość krewnego, aby mogła tam jeszcze trochę „odetchnąć”. Był to sobotni wieczór, kiedy pojechałem tam, aby ją zobaczyć. Znalazłem ją wycieńczoną do szkieletu i w stanie, który jest charakterystyczny dla gruźlicy, kiedy pacjenci mają już tylko kilka dni życia, o którym nie chcę się zbytnio rozpisywać. Była gotowa umrzeć i nie miała nadziei na dalsze życie. Powiedziałem jej, że nie wierzę w jej śmierć i powiedziałem, że chcę wypróbować na niej „hokus-pokus”, który, choć może nic nie dać, też nic nie zaszkodzi. Następnie (aby się tak wyrazić) „wyciągnąłem” z jej klatki piersiowej „okultystyczną substancję chorobową” i obiecałem, że odwiedzę ją ponownie w następnym poniedziałku. Zrobiłbym to, ale w poniedziałek rano dostałem od niej list z Florencji, w którym pisała, że nie muszę się fatygować na posiadłość, ponieważ po mojej wizycie czuła się całkowicie zdrowa, nie potrzebowała już wiejskiego powietrza i wróciła do swoich rodziców we Florencji w sobotę. Kiedy ją odwiedziłem tam, wydawała się całkowicie wyleczona. Wszelkie objawy choroby zniknęły i jak się dowiedziałem, kilka lat później zmarła na ponownie nawróconą gruźlicę.

Chciałbym jeszcze zauważyć, że ta „okultystyczna” metoda leczenia nie ma nic wspólnego z „magnetyzowaniem”, ponieważ w przeciwnym razie mogłbym ją stosować w dowolnym momencie i zdobyć fortunę jako „doktor cudów”. Ale niestety, to nie ja wykonuję takie leczenie, ale moje wewnętrzne Ja, nad którym nie mam kontroli, ale mogę tylko słuchać impulsów, które mi daje. Dlatego też mało komu mogłoby to przynieść korzyść, jeśli ktoś zażądałby ode mnie takiego leczenia, ponieważ sam nie mogę swobodnie dysponować tymi mocami.

Mógłbym dołączyć jeszcze różne inne przypadki do powyższych relacji, ale wspomniałem tylko o kilku typowych wydarzeniach. Trudno powiedzieć, co jest istotne w takich leczeniach. Być może to prawo karmy, zgodnie z którym chory znajduje odpowiednią metodę leczenia, gdy skutki przyczyn, które stworzył przez swoje złe karma, dobiegną końca. (Patrz mój książka: „Medycyna Teophrastusa Paracelsusa”, str. 131.) Być może także znaczenie ma to, pod jakim znakiem zodiaku się urodziliśmy; ponieważ mówi się, że ludzie urodzeni pod znakiem Skorpiona mają dużo życiowej energii dzięki elektromagnetycznym wpływom. (Porównaj: Eleanor Kicks: „Wpływ zodiaku”.)

Być może konieczna jest też zgodność astralnych wibracji między lekarzem a chorym.

Ale mnie wydaje się, że przede wszystkim konieczne jest rozwinięcie organów ciała astralnego lekarza, i byłoby to z pewnością ogromnym postępem w dziedzinie medycyny, gdyby nasi lekarze zdecydowali się studiować anatomię i fizjologię ciała astralnego oraz nauczyli się korzystać z jego organów; ponieważ posiadanie rąk i nóg nie służy człowiekowi niczemu, jeśli nie wie, co z nimi zrobić.

źródło: Okkulte Heilungen; Von Dr. Franz Hartmann; „Zentralblatt für Okkultismus” Miesięcznik do badania całokształtu nauk tajemnych, März 1912.
nazwa niemiecka: „Zentralblatt für Okkultismus” Monatsschrift zur Erforschung der gesamten Geheimwissenschaften, März 1912.