O żalu za umarłymi

Następujący list byl napisany clo miłego przyjaciela, który oddawał się nadmiernej rozpaczy po śmierci krewnej. Opuściłem ustępy dotyczące osobiście danego przyjaciela, tak ze cały list stosować się teraz może do każdego, kto opłakuje swych zmarłych i nie ma żadnej nadziei.

Byłam często przy tobie w czasie ostatniej choroby twej ukochanej zmarłej i tak bardzo pragnęłam ci pomódz; nie udało mi się jednak dokazać, abyś mógł mnie słyszeć i widzieć. Byłam przy tobie i w dniu, kiedy przeszła ona na naszą stronę. Wszyscy byliśmy dokoła niej i oczekiwaliśmy na jej przyjście, a ja czułam, jaką wielką pociechą byłoby dla ciebie, gdybym mogła ci donieść, ile szczęścia doznaje ona przy matce, mężu i przy innych bliskich. Ale niestety! niestety! Byliście wszyscy tak niezręczni, że nie mogliśmy porozumieć się z wami.

Oh, mój kochany, dlaczego rozpaczasz, jak ten, kto żadnej nadzei nie ma? Czyż to jest czczą paplaniną, że Chrystus wywiódł na światło życie i nieśmiertelność? Czem się to dzieje, że mając świadomość dalszego istnienia twej ukochanej, tak niepocieszonym się czujesz i tak opuszczonym, jak gdyby nie było żadnego drugiego świata, gdzie Chrystus zatriumfował nad grobem i śmiercią. Dlaczego martwisz się, jak ci, którzy żadnej nie widzą nadziei? Czy nie wiesz, że jesteś jak owo na pagórku zbudowane miasto, które nie da się ukryć? Iluż tysiącom, nie, miljonom biednych dusz osmętnisz życie swemi łzami, kiedy mógłbyś je rozsłonecznić jednym uśmiechem, gdybyś w pełni i całkowicie wierzył w miłość boską!

Nie chcę utrzymywać, żeś popełnił wielki grzech z tego powodu, chcę tylko zaznaczyć, że wskutek przygnębienia czy nadmiaru bólu nie wyzyskałeś dostatecznie danej okoliczności. Drogi przyjacielu, nie myśl, proszę, że ośmieliłabym się mówić takie rzeczy temu, który nauczył mnie najważniejszego, co tutaj mi potrzebne i któremu tyle zawdzięczam; ale otom znalazła po tej stronie, gdzie możemy widzieć to właśnie, czego wy nie dostrzegacie. I wciąż jeszcze masz nadzieję, że będziesz zdolny dać całemu światu przykład nie tego co zwą niesłusznie poddaniem, a co w wielu wypadkach jest określeniem dla rozpaczy pełnego przymusu, lecz tej niewypowiedzianej radości i uszczęśliwienia, będącego naturalnęm prawem tych, którzy w miłości boskiej żyją, Nie jest to wyłącznie mojem przekonaniem, ale i wszystkich nas po tej stronie. Dlaczego jesteś tak wywyższony, dlaczego znalazłeś się na tak ,Wysokiem stanowisku, gdzie oczy wielu na ciebie są zwrócone? Znam ciebie. Nie dla własnej twojej sprawy, lecz iżby życie twoje było dla wszystkich, którzy patrzą na ciebie, odbiciem Jego miłości, jak odbija zwierciadło padające nań promienie słoneczne.

Drogi, drogi mój przyjacielu, nie powinieneś płakać, że ukochana przez ciebie istota jest u nas, lecz że tak mało skorzystałeś z cudownej sposobności, by dowieść wszystkim, że tamten świat, to świat boski, i że straceni pozornie dla innych nie są straconymi dla ciebie, który wierzysz. Na nic nie przyda się mówić, że się wierzy, skoro się nie wierzy. I cóż z tego, choć powiesz, że ci jest ciepło, skoro drżysz z zimna? Muszę cię prosić, abyś nie gniewał się na mnie i nie obawiał, że powiem jakieś słowo, Jstóre cię dotknie; ale my tutaj widzimy tak jasno, oh, tak jasno, jaka przyjazna sposobność się nadarzała, by dowieść wszystkim rzeczywistości zwycięstwa Chrystusowego nad śmiercią.

Cóż mogę powiedzieć, aby cię przekonać? Mówisz, że łatwo mi jest strofować ciebie, bo nie możesz mnie widzieć, ani słyszeć. Wyciągasz ręce i szukasz w ciemnościach ukochanej, która odeszła, a która tuż obok ciebie stoi, lecz ty nie czujesz nic i jesteś niepocieszony. Serce twoje szemrze i nie wierzysz. I w tym stopniu twej niewiary zatracasz możność być drabiną, po której zstępuje miłość boska do ludzi. Cała tajemnica siły, by pomocnym być ludziom, polega u ciebie na tern, żebyś pozostawał biernem narzędziem w boskiem ręku, byś uczył, dowodził i wskazywał to, co tu mówią.

Kiedy bierze nad tobą górę twoje własne ja, lub niewiara, wynika stąd słabość i utrata siły. Pod wyrazem „ja” rozumiem nie to, co ludzie mienią samolubstwem, lecz ten mrok rzeczy materjalnych, które odgradzają nas od Boga i od prawdy. Nie przydaje się na nic mówić, że wierzysz, skoro smutnym się czujesz. Nikt prawdziwie wierzący smucić się nie może. Miara zmartwienia twego jest miarą twej niewiary. My, żyjący tu w atmosferze miłości boskiej, smucimy się często własną niedoskonałością. Jeśli wszakże nie my jesteśmy przyczyną zmartwienia, nie nasze samolubstwo i grzechy sprawiły to, co się stało, lecz Jego mądrość i miłość, wówczas smutek nasz jest skalą na duchowym termometrze naszej niewiary.

Wybacz mi, z przykrością mówię ci te rzeczy, tobie, który mistrzem moim byłeś i „któremu zawdzięczam wszystko, czem tutaj jestem, mój najdroższy, kochany przyjacielu. Nie jest mi przyjemnie mówić ci to wszystko; jest to dla mnie twarde i ciężkie zadanie.

Znam wszakże twoją wiarę, znam miłość twoją i polegam mocno na niej, że rozpromienieje jak miłość boska przed wzrokiem stroskanego świata.

Jakże okropny widok przedstawia rodzaj ludzki. Wszystko, coś kiedykolwiek mówił, pisał lub marzył, nie wyrazi nawet w przybliżeniu tego uczucia okropności, tej sumy całej nędzy i grozy, jakie panują na świecie wskutek istnienia śmierci. Z grzechu powstała śmierć. Chrystus ukazał się, aby zwyciężyć oboje. Dopóty jednak zwycięstwo to nie będzie całkowite, dopóki ci, którzy imię jego noszą, nie będą posiadali całkowitego przeświadczenia o nieśmiertelności swoich ukochanych zmarłych.

Chrystus rozdarł gęstą zasłonę, rozdzielającą oba światy. Chrystus otworzył duchowy świat przed mieszkańcami ziemi. Ale po jego odejściu zapuszczała się ponownie zasłonił i śmierć dziś jest znowu takim samym rozdziałem, jakim była za czasów pogaństwa. To musi odmienić się, a ty jesteś powołany wziąć na siebie część dzieła, mającego dokonać tej odmiany. To jest wyjątkowe, wysokie stanowisko, chwalebna sposobność. Powróć do siebie, ale nie jako ten, który obżałowuje zmarłych i ma ich za straconych, lecz jako ten, który raduje się, że utraconych odnalazł. A kiedy ufnym będziesz, wtedy radość z miłości Pana, napełniającej całe serce twoje, stanie się dla ciebie tern, czem jest jutrzenka dla przyćmionych smutkiem oczu ludzkości.

Daruj mi tedy, drogi i czcigodny przyjacielu! Piszę to wszystko nietylko od siebie, ale w imieniu tych wielu po naszej stronie, którzy nadzieję swą w tobie pokładają.

Żegnaj! Twoja kochająca przyjaciółka
Julja.

źródło: fragment książki W. T. STEAD “LISTY ZAŚWIATA”
PRZEŁOŻYŁA: JANINA KRECZYŃSKA, rok 1932